1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie siedział w świetle lampy stołowej wśród poduszek wielkiego mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała mgły twarzy wyłoniło się z trudem wypukłe bielmo bladego Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Czasem próbował słabym ruchem robić jakie zastrzeżenia stawiać Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych Zauważylimy wówczas wszyscy że ojciec zaczął z dnia na dzień matka późnym wieczorem wracała ze sklepu ojciec ożywiał Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole Trzymał w bladych emaliowanych błękitnie dłoniach portfel