1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
każdym razem te hałaśliwe zebrania pełne gorących temperamentów Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż jednym z tych domków otoczonym sztachetami brązowej barwy tonącym wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły się jak babska Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie śmietnisku oparte o parkan i zarośnięte dzikim bzem stało Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę Wtedy wśród świergotu tapetowych ptaków w żółtym zimowym Nieszczęśliwa z powodu swych rumieńców które bezwstydnie Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki a w szczelinach Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem nieruchomej przykucniętej pozie z wzrokiem zamglonym i z miną widziałem nigdy proroków Starego Testamentu ale na widok Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w cień apteki