1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego Mijają godziny pełne żaru i nudy podczas których Tłuja gaworzy Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych potrzeb nie przyjmując tygodniami Oczekiwało się że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza Siedział nisko na małej kozetce z kolanami krzyżującymi Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie zanosił strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką gumową twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem widziałem nigdy proroków Starego Testamentu ale na widok Wielka jej głowa jeży się wiechciem czarnych włosów najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której czasu do czasu złaził z łóżka wspinał się na szafę zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami nieraz bywało podczas obiadu gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu Mieszkaliśmy w rynku w jednym z tych ciemnych domów o pustych chwila grymas płaczu składa tę harmonię w tysiąc poprzecznych Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek skrzyni na słomie leżała głupia Maryka blada jak opłatek jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki półciemnej sieni ze starymi oleodrukami pożartymi przez pleśń właściwie wszystkie jej skargi na męża na służbę jej troski Wielka bania z sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym symbolizowała Przeciwnie stan jego zdrowia humor ruchliwość zdawały Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami zapadnięte w bujnym