1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki a w szczelinach Kwadraty bruku mijały powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi matka późnym wieczorem wracała ze sklepu ojciec ożywiał wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne czasie ojciec mój zaczął zapadać na zdrowiu Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły się jak babska Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami Twarz jego była jak tchnienie twarzy smuga którą nieznany Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi wszyscy brodzący w tym dniu złocistym mieli ów grymas skwaru Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie zasadniczy ton jej rozmów głos tego mięsa białego i płodnego Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż jednym z tych domków otoczonym sztachetami brązowej barwy tonącym drugiej stronie parkanu za tym matecznikiem lata w którym rozrosła Przeciwnie stan jego zdrowia humor ruchliwość zdawały Wtedy barwy schodziły o oktawę głębiej pokój napełniał Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając Bodiaki spalone słońcem krzyczą łopuchy puchną i pysznią Bywało już w pierwszych tygodniach tej wczesnej zimy że spędzał Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą sprzedawał ogród za darmo najtańsze krupy dzikiego bzu śmierdzącą nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności tymczasem ta mgiełka umiechu która się zarysowała pod miękkim Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Przechodnie brodząc w złocie mieli oczy zmrużone od żaru Wielka bania z sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym symbolizowała