1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
śmietnisku oparte o parkan i zarośnięte dzikim bzem stało twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień kupie śmieci i odpadków starych garnków pantofli rumowiska Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Maryki czas więziony w jej duszy wystąpił z niej straszliwie