1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony nagła ta cała kupa brudnych gałganów szmat i strzępów zaczyna Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie zanosił siedział w świetle lampy stołowej wśród poduszek wielkiego Czyż nie byliśmy krwią i losem spokrewnieni z nimi Pokój jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum czasie ojciec mój zaczął zapadać na zdrowiu